Obcasy głucho stukały o kamienne płytki chodnika. Puk.Puk.
Przyspieszyła. Nie powinna była zakładać tych butów.
Zima jest w tym roku wyjątkowo jesienna...
ziemia rozpuszczona przez deszcz narzucający się w całej swej deszczowatości.
Zdążyła otworzyć żelazną, okutą furtkę.
Ciche skrzypnięcie. But ugrzązł w błocie.
Szybkim ruchem pełnym pretensji wyjęła go z ziemi.
Ruszyła dalej. Miała nadzieję, że TO nie powróci.
Nie dziś. nie tym razem. Nie teraz...
Kiedy miała 4 lata mama postanowiła nie oddawać jej do przedszkola.
"Tam nie zajmują się dzieckiem jak człowiekiem, ale dziećmi jak masą".
Mama była pedagogiem, pracowała dawniej w przedszkolu, więc doskonale wiedziała co mówi. Nina nie znała słowa "rówieśnik".
Była "dzieckiem dorosłym" co znaczyło dokładnie tyle, co niebycie nim wcale...
c.d.n...
Niebawem będą już zimowe lomo...o ile wyjdą;)
