Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lomo7.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lomo7.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2011

czasem udaję , dla spokoju

o napisaniu do Ciebie myślałam od
momentu, kiedy zobaczyłam 
podpalone dzielnice, potłuczone szyby
okradzione sklepy

pytanie o to,czy nic Ci się nie stało
nie dawało spokoju

może to dziwne - zwlekać
popadać w rodzaj masochizmu
...

Włamali się do Twojego
mieszkania
roznieśli wszystko

"najbardziej żałuję
laptopa
milem tam tyle
pamiątek"

nie wiem, co Ci napisać?
że to ZNAK
by zacząć "od nowa"
mogłoby to zabrzmieć jak 
kpina
bo niby 
od KOGO 
ten "znak"?

od dłuższego czasu
tkwię w 
"kryzysie religijnym"
bliscy nie rozumieją
odbywam więc
coniedzielne wyjścia
"do teatru"

wiem- jestem 
hipokrytką

wolę być nią
niż wysłuchiwać
"monologów o życiu bez moralności"*

* niestety niektórzy nie rozumieją, że religia i moralność to kompletnie różne sprawy
i ta druga z pierwszej nie wynika...


Wiem- to obsesja;)

 O płycie Nosowskiej ani słowa - leży;/ bo ostatni rozdział magisterki straszy...
ale w poniedziałek:)

tymczasem to, co "męczy" mnie już dobry tydzień;)

sobota, 17 września 2011

dźwięko-post

jednym z moich dziwactw jest
swoisty"system" słuchania muzyki

każda nowa płyta jest przeze mnie
przesłuchiwana w kompletnym
"odcięciu' od bodźców zewnętrznych
co wygląda tak, że siedzę na łóżku
ze słuchawkami na uszach
i skupiam się w 100% na muzyce

Potem następuje "repeat"
i jeszcze jedno
...

tak, przesłuchanie płyty to odcięcie
od świata na 4/5h

słuchanie muzyki "obok" innych
czynności
(wyjąwszy tzw."muzykę miejsc")
uważam za swego rodzaju gwałt
(wiem- dziwactwo)

patrzę tęsknym wzrokiem na
półkę, gdzie stoi kilka
zafoliowanych jeszcze płyt
(tak,kupuję je hurtem i kompulsywnie:/)

i obiecuję sobie
"jeszcze 2tyg, skończę pisać pracę
a potem - słuchawek nie zdejmę
z uszu"

oby wasz weekend upłynął
dźwiękami




Ostatnimi czasy pociąg był moim drugim domem;)


Ta płyta w oczekiwaniu na przesłuchanie przeczekała 2 miesiące...
To całe 62 dni za długo...