właściwie nad umieszczeniem tego wpisu zastanawiałam się dłużej niż zwykle
bo pewnie każdy miał podobne przeżycie,
a ja po raz kolejny -wyolbrzymiam
Pan F. ma sad 1,5km od mojego domu
Jest sympatyczny i dużo żartuje
zawsze targuje się "na opak"
"25 za skrzynkę?"-pytam
"nie, 20"- a jego oczy śmieją się-że znów "wygra"
ma najlepsze jabłka na świecie
prawdziwe, pachnące
długo mi się "nie składało" aby po nie pojechać
w nowym roku
w nowym roku
do wczoraj...
"zdążyła pani w ostatniej chwili, jutro już bym panią z kwitkiem odesłał"-usłyszałam
"no wie pan, mnie-stałą klientkę"-żartowałam
"jutro wywożą całą resztę jabłek.koniec jabłek,na zawsze"
myślałam, że znów żartuje
jak zwykle
"mówię poważnie- zebrałem 15% tego, co powinienem zebrać
widzi pani przed sobą bankruta"
mówił spokojnym, pogodzonym głosem
bez żalu, pretensji do zimy(bo była za długa)i wiosny(zbyt deszczowa)
i kiedy już wróciłam do domu
najwzyczajniej popłakałam się
żal, smutek, poczucie
niesprawiedliwości
nie chodzi juz tylko o jabłka, gruszki i śliwki
dobrych ludzi nie powinny takie rzeczy spotykać
Robione z myślą o Pewnej Miłośniczce Hortensji(mam nadzieję że można je rozpoznać)
Ja też czekam na nowa płytę...



